Na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się rządowy projekt ustawy, który przewiduje zmianę w podatku od czynności cywilnoprawnych. Chodzi o PCC, czyli podatek, który wielu handlarzy samochodami zna aż za dobrze.
Najważniejsza zmiana? Rząd proponuje podniesienie limitu zwolnienia z PCC przy sprzedaży rzeczy ruchomych z obecnych 1000 zł do 3000 zł.
To oczywiście nie jest jeszcze rozwiązanie problemu branży samochodów używanych. Przy dzisiejszych cenach aut próg 3000 zł nie obejmie zdecydowanej większości samochodów kupowanych do dalszej odsprzedaży. Ale sam fakt, że rząd wprost dostrzega nieefektywność obecnego limitu, jest ważny.
Bo przez lata słyszeliśmy, że „takie są przepisy”, „nic się nie da zrobić” i „PCC po prostu trzeba płacić”. Teraz w dokumentach rządowych pojawia się dokładnie ten argument, który od dawna podnoszą przedsiębiorcy: limit 1000 zł jest oderwany od realiów gospodarczych.
To może być efekt szerszej presji
Kilka miesięcy temu pisaliśmy o poselskim projekcie zmiany ustawy o PCC, przygotowanym przez posłów Konfederacji. Projekt zakładał podniesienie limitu zwolnienia z PCC z 1000 zł do 5000 zł przy sprzedaży rzeczy ruchomych oraz w określonych pożyczkach prywatnych. Projekt ten trafił do Sejmu jako druk nr 1899.
Wtedy mocno zachęcaliśmy branżę do udziału w konsultacjach społecznych. I branża odpowiedziała.
Według danych, które analizowaliśmy po zakończeniu konsultacji, w konsultacjach wzięło udział 2721 osób, aż 96,9%uczestników uznało, że przyjęcie ustawy jest potrzebne, a handlujący samochodami byli jedną z najliczniej reprezentowanych grup. Co ważne, PolskiAutoHandel.pl był najczęściej wskazywaną nazwą organizacji wśród respondentów.
Czy obecny projekt rządowy jest bezpośrednim skutkiem tamtych konsultacji? Tego nie da się dziś uczciwie przesądzić.
Ale jedno jest pewne: temat PCC przestał być niszową sprawą kilku osób z branży. Stał się widoczny. Został opisany, skonsultowany, podniesiony publicznie i trafił do debaty legislacyjnej.
A to już jest konkret.
Co postulowaliśmy jako branża?
Przy okazji projektu poselskiego popieraliśmy kierunek zmian, ale wskazywaliśmy, że samo podniesienie progu do 5000 zł nie rozwiązuje najważniejszego problemu komisów i firm handlujących samochodami używanymi.
Nasz postulat był szerszy:
zwolnienie z PCC powinno obejmować rzeczy ruchome nabywane przez przedsiębiorców w celu dalszej odsprzedaży, czyli towary handlowe — w tym używane samochody.
Dlaczego?
Bo przedsiębiorca kupujący samochód jako towar handlowy nie kupuje go „dla siebie”. Kupuje go po to, żeby go przygotować, wprowadzić do sprzedaży, sprzedać klientowi, wykazać przychód, rozliczyć VAT albo VAT-marżę, zapłacić podatek dochodowy, składkę zdrowotną, prowadzić księgowość, ewidencję i ponosić pełne ryzyko odpowiedzialności wobec klienta.
W takiej sytuacji PCC staje się dodatkowym, archaicznym obciążeniem nakładanym już na etapie zakupu towaru.
Mówiąc prościej: państwo pobiera podatek od samego faktu, że przedsiębiorca kupił towar, który dopiero później ma sprzedać i z którego sprzedaży i tak będzie rozliczany podatkowo.
Projekt rządowy to krok, ale nie koniec sprawy
Rządowy projekt idzie w dobrym kierunku, bo potwierdza, że obecny limit 1000 zł jest nieżyciowy. W uzasadnieniu projektu wskazano, że zmiana w zakresie PCC ma charakter deregulacyjny i ma „urealnić” nieefektywny fiskalnie limit zwolnienia przy sprzedaży rzeczy ruchomych.
To ważne, bo dokładnie o tym mówimy od dawna: obecne przepisy generują obowiązki, deklaracje, przelewy, kontrole i ryzyko kar często przy transakcjach, które z punktu widzenia państwa nie mają większego znaczenia fiskalnego.
Ale dla branży samochodowej próg 3000 zł jest dalece niewystarczający.
Dziś nawet bardzo tanie auto używane zwykle kosztuje więcej niż 3000 zł. A komisy i importerzy nie kupują jednego telefonu, roweru czy używanego telewizora. Kupują samochody jako towar handlowy. Często wiele razy w miesiącu. Czasem kilkadziesiąt razy. I za każdym razem temat PCC wraca.
Dlatego trzeba jasno powiedzieć: rząd zauważył problem, ale nie rozwiązał jeszcze problemu branży handlu samochodami.
Czy konsultacje mają sens?
Ten przykład pokazuje, że tak.
Nie zawsze efekt jest natychmiastowy. Nie zawsze projekt rządowy powtarza postulaty branży jeden do jednego. Nie zawsze po jednej akcji zmienia się cała ustawa.
Ale jeżeli setki albo tysiące przedsiębiorców mówią jednym głosem, to temat przestaje być „problemem jednego komisu”. Staje się problemem rynku.
I właśnie dlatego warto brać udział w konsultacjach. Warto pisać opinie. Warto klikać ankiety sejmowe. Warto zgłaszać uwagi. Warto odpowiadać, gdy ministerstwo albo Sejm pyta o zdanie.
Bo jeśli my nie będziemy mówić, jak przepisy działają w praktyce, to ktoś inny napisze je za nas — często bez żadnego pojęcia o codziennej pracy handlarza samochodami.
A jak jest u Was?
Płacicie PCC przy zakupie aut od osób prywatnych?
Robicie to przy każdej umowie? Czy tylko przy części transakcji?
Macie to poukładane z księgowością, czy dalej jest z tym chaos?
Uważacie, że próg 3000 zł cokolwiek zmienia dla handlu samochodami, czy to tylko symboliczny ruch?
A może Waszym zdaniem przedsiębiorca kupujący samochód jako towar handlowy w ogóle nie powinien płacić PCC?
Dajcie znać w komentarzach. Ten temat nie jest zamknięty. Skoro rząd już dostrzegł problem, to teraz trzeba pilnować, żeby nie skończyło się tylko na kosmetycznej zmianie.

